sobota, 8 sierpnia 2015

EVIL STORY LOVE 2

No i jest! Druga część evil-story-love!

http://www.evil-story-love-2.blogspot.com/

Szczerze wam powiem, że nadal nie jestem tak na 100% pewna tej drugiej części. Nadal nie wiem czy ktoś w ogóle będzie to czytał i komentował, ale mam jednak wielką nadzieję, że będziecie.
Więc bardzo was proszę niech każdy przeczyta i skomentuje prolog, bo komentarze bardzo motywują do dalszej pracy tym bardziej jak się zaczyna, a ja przecież zaczynam. Niby nadal jest to historia Justina i Bueny, ale jednak jest to coś zupełnie nowego. Mam mnóstwo pomysłów na drugą część i mam nadzieję, że przyjmiecie ją tak dobrze jak pierwszą i że będziecie ze mną od początku aż do samego końca.
To ostatni post na tym blogu. Ostatnia informacja tutaj.
Jeśli macie jakieś pytania zapraszam na mojego aska ask.fm/Swaggie385 ;)
Jedyne co mi pozostaje to zaprosić was do czytania prologu drugiej części i mieć nadzieję, że wam się spodoba.
I jeszcze raz bardzo wam dziękuje za ten blog, bo tworzyliście go razem ze mną 

czwartek, 16 lipca 2015

DRUGA CZĘŚĆ EVIL-STORY-LOVE

Wiem, że dawno mnie tu nie było. Nie będę się tłumaczyć, ponieważ było to związane z moimi prywatnymi sprawami i problemami. Właśnie dlatego druga część evil-story-love nadal się nie pojawiła, ale już jest lepiej. Tęsknie za pisaniem, zebrałam dużo sił, mam dużo weny i czuję, że to jest dobry czas na to by wrócić. Nie wiem tylko czy w ogóle jeszcze ktoś tu wchodzi, czy ktoś czeka...
Więc teraz prośba do wszystkich którzy jednak nadal tu zaglądają i czekają na drugą część tego opowiadania. Komentujcie. Niech każdy dosłownie każdy kto czyta ten post napisze komentarz nie musi być on nie wiadomo jak długi, chciałabym tylko wiedzieć czy ktoś tu jeszcze jest i czy ktoś miałby ochotę czytać drugą część evil-story-love.
Jeśli osób będzie mało myślę, że to nie ma sensu.
Także czekam i zobaczę czy ktoś jeszcze pamięta o Justinie i Buenie i chciałby poznać ich dalsze losy.
I przepraszam za tak długą nieobecność.

sobota, 25 października 2014

Hej

Nie mam pojęcia kiedy pojawi się druga część evil-story-love, bo na razie naprawdę kiepsko u mnie z czasem, ale gdy tylko zacznę ją pisać na pewno dam wam znać, więc jeszcze tu zaglądajcie :)
A jeśli chcecie poczytać coś mojego to zapraszam na http://www.5-years-with-you.blogspot.com/ mam napisane na tego bloga parę rozdziałów. Napisałam je już dawno kiedy jeszcze miałam czas, więc będę je teraz publikować.

Jeśli macie jakieś pytania zapraszam na mojego aska http://ask.fm/Swaggie385 :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Epilog

Siedzieliśmy na plaży dokładnie w tym miejscu w którym wydarzyło się tak wiele ważnych rzeczy. To tu Justin powiedział mi o gangu, to tu przyprowadził i pocieszał mnie kiedy dowiedziałam się, że Czaps zginął i to właśnie tutaj pierwszy raz pocałowaliśmy się.
Zawiał wiatr, a ja wtuliłam się mocniej w Justina i czułam jak jego ramiona szczelnie zaciskają się wokół mnie.
-Wierzysz w Boga?- spytał nagle
-Wierzę- odpowiedziałam po chwili namysłu będąc zaskoczona tym pytaniem- Czemu o to pytasz?
-Zastanawiam się czy wziął moich rodziców i Chrisa do siebie do nieba. Myślisz, że tam są?
Wiedziałam, że rodzice Justina zginęli kiedy on był jeszcze dzieckiem. Pamiętał ich, ale nigdy nie opowiadał mi o nich i o tym jak zginęli. Myślę, że jeszcze nie był na to gotowy, ale kiedyś na pewno przyjdzie taki czas kiedy mi powie.
-Oczywiście, jestem tego pewna- zerknęłam na niego
Był skupiony i wpatrywał się w niebo.
-Chris też? Mimo tego, że nieraz pomagał mi w brudnych interesach i nie zawsze robił dobre rzeczy tu na ziemi? Myślisz, że Bóg wie, że tak naprawdę był to jeden z najlepszych ludzi na tym pieprzonym świecie?
-Myślę, że Bóg wie wszystko Justin i wybacza wszystkie winy. Jestem pewna, że twoi rodzice i Chris są w niebie… i Czaps też tam z nimi jest
Na twarzy Justina pojawił się blady uśmiech.
-Pamiętasz jak Czaps zaatakował Chrisa? Chyba nie za bardzo się lubili, myślisz, że teraz jakoś się dogadują?
Zaśmiałam się.
-Tak, myślę, że nie mają innego wyjścia
Może zachowywaliśmy się teraz trochę jak dzieci, które jeszcze nie do końca wiedzą czym jest śmierć, które rozmawiają o Bogu i o niebie, ale jestem pewna, że w tym momencie oboje w to wierzyliśmy. Chcieliśmy wierzyć, że nasi najbliżsi są bezpieczni tam na górze, że się uśmiechają i patrzą na nas tak jak my teraz patrzyliśmy w niebo i widzieliśmy ich oczami naszej wyobraźni.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dokładnie 2 lata temu pojawił się tu prolog, a teraz jest już epilog i koniec. Dziękuje wam za te 2 lata, bo były naprawdę wspaniałe. 
Chcę podziękować wszystkim którzy tu ze mną byli, wspierali mnie i wytrzymywali moje braki weny i tego typu rzeczy. Dziękuje, że poświęcaliście swój czas na czytanie mojego opowiadania.
Chce wam jeszcze powiedzieć, że to na pewno nie koniec, bo jeśli chcecie może powstać 2 część evil-story-love. Szczerze mówiąc mam już na nią mnóstwo pomysłów, ale tylko od was zależy czy chcecie ją czy nie. 
Założyłam również drugiego bloga z opowiadaniem http://www.5-years-with-you.blogspot.com/ Jest tam już prolog oraz zwiastun https://www.youtube.com/watch?v=WqFis4Vcl7c&feature=youtu.be zachęcam do obejrzenia. 
No i teraz moja prośba do was. Jeśli chcieli byście żebym nadal pisała to wybierzcie czy wolicie drugą cześć evil-story-love czy coś nowego czyli 5-years-with-you.
Na samym dole macie ankietę także głosujcie, możecie mi również dawać znać na asku http://ask.fm/Swaggie385 oraz tutaj w komentarzach. Ja sobie to wszystko przejrzę no i w najbliższym czasie dam wam znać tutaj także jeszcze tu zaglądajcie.
Dziękuje wam za wszystko, jesteście wspaniali 


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 43

-Buena… zaczekaj…
Odwróciłam się i ujrzałam jak zbliża się do mnie, ale nie był on sam. Zatrzymali się tuż naprzeciwko mnie. Justin i jakiś chłopak. Byłam pewna że już go gdzieś widziałam.
-No nie! Patrz co on mi zrobił…
Jego głos. Wiem. Cholera, wiem. To on. To Chris. Ten chłopak którego zaatakował Czaps.
-Ty się do niczego nie nadajesz- powiedział Justin i wzniósł oczy ku niebu- Było go trzymać dalej od siebie. Daj mi go…
Chris podał coś Justinowi, a ten szczelnie, ale delikatnie przycisnął to do swojej klatki piersiowej.
-To moja nowa bluza –marudził chłopak
Justin zaśmiał się widząc plamę na bluzie kumpla.
-On cię po prostu nie lubi- powiedział i wybuchł śmiechem

Nigdy bym nie pomyślała, że przyjeżdżając do tego miasta przeżyje to wszystko co przeżyłam. Nie przypuszczałam, że w moim życiu mogą zdarzyć się takie rzeczy, a jednak… Życie jest nieprzewidywalne.
Powoli weszłam do domu Justina zamykając za sobą drzwi. Panowała tu kompletna cisza. Przez chwilę stałam bojąc się ruszyć i czując się jak w jakimś horrorze. Jednak nie mogłam przecież tak stać wiecznie.
Zaczęłam iść w stronę salonu mając przeczucie, że Justin będzie właśnie tam i nie myliłam się.
Siedział na kanapie i wpatrywał się przed siebie. Nie patrzył chyba na nic konkretnego. Wydawał się być kompletnie nieprzytomny.
Ruszyłam w jego stronę i usiadłam obok niego. W głowie pojawiły się myśli „Jak mam zacząć rozmowę?”. Nie spytam go chyba jak minął mu dzień lub czy wszystko u niego dobrze, bo sama doskonale wiedziałam, że nic nie było dobrze.
Nagle Justin niespokojnie się poruszył i wbił wzrok w podłogę.
-To już tydzień- szepnął
Ciężko przełknęłam ślinę. Doskonale wiedziałam o co mu chodzi.
To już tydzień… tydzień bez Chrisa.
W moich oczach zebrały się łzy, gdy w mojej głowię nagle pojawił się obraz uśmiechniętego Chrisa.

-Chris!- wrzasnęłam kiedy zobaczyłam chłopaka siedzącego na krześle przy biurku
W ręku trzymał opakowanie moich ulubionych ciastek.
-Kto ci to dał?!- powiedziałam zrywając się z łóżka i podchodząc do niego
-Twoja mama- uśmiechnął się- Ona chyba mnie lubi...
To akurat była prawda. Moja mama polubiła Chrisa, a co dziwniejsze mój tata chyba też....
Wyrwałam chłopakowi ciastka z ręki.
-Cholera! W ogóle to czemu moja mama cię tu wpuściła...?!
-Buena... -przerwał mi
-Nie teraz. Teraz jakbyś nie zauważył wściekam się, więc mi nie przeszkadzaj. Zaraz, zaraz...- spojrzałam na Donaco, który dumnie przechadzał się po pokoju z ciastkiem w pyszczku
Spojrzałam na Chrisa wzrokiem, który mówił "Zaraz cię zabije"
-Dałeś psu moje ulubione ciastka?- syknęłam przez zaciśnięte zęby
-Tylko jedno...
-Tylko jedno?!

Zamrugałam parę razy by pozbyć się łez, które zebrały się w moich oczach. Nie mogłam teraz płakać. Nie tutaj, nie przy Justinie.
-Wiem, mi też bardzo go brakuje- szepnęłam przysuwając się bliżej Justina
Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Było z nim źle, bardzo źle. W sumie ze mną było tak samo, byłam tak samo załamana jak on, ale to ukrywałam. On był zawsze silny dla mnie, udawał, że wszystko jest w porządku aby mnie chronić, był przy mnie i wspierał mnie, a teraz moja kolei.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, ale myślę, że w takiej chwili to nie było nic dziwnego. Co w takiej chwili można powiedzieć? Co można powiedzieć osobie, która na własne oczy widziała śmierć swojego najlepszego przyjaciela?
Nagle poczułam jak po policzku spływa mi łza, wytarłam ją natychmiast, ale coraz trudniej było mi z tym walczyć.

-Dziękuje że się mną zajmowałeś- powiedziałam wtulona w chłopaka
-Nie ma za co. Dziwię się że ze mną wytrzymałaś- zaśmiał się
-To ja się dziwie że ty wytrzymałeś ze mną- uśmiechnęłam się i odsunęłam od niego
-Do widzenia- powiedział Chris do mojej mamy, która cały czas krzątała się po domu jakby czegoś szukała
-Do widzenia- zatrzymała się na chwilę, spojrzała na niego i uśmiechnęła się
Otworzyłam mu drzwi, a on opuścił mój dom.
Od razu odwróciłam się z zamiarem pójścia na górę do swojego pokoju, ale zatrzymał mnie głos mamy.
-Fajny ten twój Chris

-Nie musisz udawać Buena- nagle usłyszałam głos Justina- Zbyt dobrze cię znam- przeniósł na mnie swój wzrok i spojrzał prosto w moje zaszklone oczy
Jednak ja nadal siedziałam i nie pozwalałam łzom spłynąć po moich policzkach.
-Tęsknie za tym dzieciakiem- jego głos się załamał

-Możemy wziąć wóz? Nie będzie ci już dzisiaj potrzebny?- spytał Chris z podekscytowaniem, że znowu będzie mógł prowadzić mój samochód
Chris czasami naprawdę zachowywał się jak małe dziecko.
-Jasne- rzuciłem kluczyki w stronę Ryan'a na co Chris zrobił naburmuszoną minę
-Chyba nie myślałeś, że dam ci prowadzić po tym co ostatnio zrobiłeś.
-No proszę cię...- marudził- To tylko jedna ryska.
-To już czwarta "jedna ryska" w tym miesiącu.
Ryan się zaśmiał.
-Racja Chris... prowadzić to ty nie umiesz.

Siedziałam jeszcze chwilę wpatrując się w niego po czym zbliżyłam się i mocno go przytuliłam. Chciałam żeby wiedział, że jestem przy nim i będę już na zawsze.
Odwzajemnił mój uścisk i wtulił się we mnie jeszcze mocniej.
I siedzieliśmy, tak po prostu wtuleni w siebie nic nie mówiąc. Justin mnie tego nauczył. Tego, że czasami nie potrzeba żadnych słów. Tego, że ważniejsze są czyny. Tego, że czasami to właśnie cisza jest najlepszą odpowiedzią…
Przywołałam w moich myślach Chrisa i te wszystkie chwile kiedy byliśmy razem. Kiedy byliśmy szczęśliwi.
Nigdy o nim nie zapomnę, już na zawsze pozostanie w moim serce.
Na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

-Chris dziękuje ci za wszystko- powiedziałam i mocno go przytuliłam

-Nie ma za co. Wszystko się ułoży. Zobaczysz- szepnął i jeszcze mocniej przycisnął mnie do siebie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ostatni rozdział. Jeszcze tylko epilog i koniec :'(



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 42

*Justin

Chodziłem wokół samochodu w głowie mając dwie rzeczy. Pierwsza: Zostało nam już tylko niecałe 40 minut do odjazdu, druga: Co mam do jasnej cholery powiedzieć Buenie?
Chłopaki wpatrywali się we mnie czekając jaką podejmę decyzje. Szczerze mówiąc nie pomagało mi to ani kurwa trochę, wręcz utrudniało sprawę, bo byłem pod presją.
Nie może jechać z nami, to jest pewne. Teraz pozostaje tylko sprawa tego czy powiedzieć jej prawdę czy też nie.
Wiem, że Chris jest dla niej kimś naprawdę bardzo ważnym i gdy tylko wyobrażałem sobie jak zareaguje na to, gdy jej powiem… szczerze mówiąc bałem się tego.
-Przepraszam- usłyszałem nagle głos Jamesa- Przestaniesz w końcu bez sensu łazić w kółko, bo nie wiem czy wiesz, ale mamy coraz mniej czasu…
Wyłączyłem się. Ten człowiek wkurwiał mnie bardziej niż ktokolwiek inny, a nie miałem ochoty teraz się z nim kłócić, więc postanowiłem po prostu go zignorować.
Nagle się zatrzymałem i wziąłem głęboki oddech, po czym wolnym krokiem ruszyłem w stronę Bueny.
Podjąłem decyzje, bałem się, ale tak będzie najlepiej.
Otworzyłem drzwi od strony pasażera i przykucnąłem przy niej. Siedziała z dłońmi założonymi na piersi i wpatrywała się przed siebie.
-A więc…- zaczęła powoli- Jaką decyzje podjąłeś?
Dopiero wtedy przeniosła na mnie swój wzrok. Wydawała się być kompletnie obojętna choć ja wiedziałem swoje, tak naprawdę nie mogła się doczekać tego co mam jej do powiedzenia. Zupełnie niepotrzebnie.
Złożyłem dłonie jak do modlitwy zastanawiając się jak mam zacząć.
Jakie słowa będą najlepsze, aby powiedzieć, że twój najlepszy przyjaciel został porwany, a ty nawet nie wiesz czy jeszcze żyje? Odpowiedź jest prosta: na to nie można znaleźć odpowiednich słów.
Chwyciłem jej dłoń i ścisnąłem lekko.
-Tylko się nie denerwuj zgoda?- spytałem patrząc jej prosto w oczy
To było bez sensu, ponieważ nie było możliwe to by nie denerwować się po usłyszeniu czegoś takiego.
-Chrisa nie ma- powiedziałem nie chcąc już dłużej z tym zwlekać
Wybrałem prawdę. Nie mógł bym jej okłamać w takiej sprawie, mimo wszystko powinna wiedzieć.
-Jak to go nie ma? To gdzie jest?
Kolejny natłok myśli w głowie. Tysiące słów. Które wybrać?
-Jest u Chaza- przez jej twarz przemknęło zdziwienie, postanowiłem, więc kontynuować zanim zacznie zadawać trudne pytania- Musiał coś z nim załatwić, ale sprawy trochę się skomplikowały i musimy teraz po niego jechać
Myślę, że udało mi się przedstawić tą gównianą sytuacje w jak najlepszym świetle. Czy zamiast „Chris jest w totalnej dupie” wyszło mi coś w stylu „Nie bój się o Chrisa, to nic takiego”? Bo jeśli tak to mogę sobie pogratulować.
Patrzyłem na nią czekając co powie i starając się odgadnąć co czuje w tym momencie. Znów zaczęła wpatrywać się wprost przed siebie, a po chwili ponownie przeniosła swój wzrok na mnie.
-Jadę z wami- tak po prostu mi to oznajmiła
Spodziewałem się tego.
Spuściłem głowę i wpatrywałem się w ziemię.
-Myślisz, że jestem głupia Justin? Ten samochód jest pełen broni, a wy spotkaliście się i jedziecie tam wszyscy. Wiem, że to nie jest tylko „Jedziemy po Chrisa” wiem, że to jest o wiele poważniejsza sprawa i jeśli myślisz, że teraz tak po prostu wrócę do domu i będę siedzieć zamartwiając się o ciebie i Chrisa to grubo się mylisz. Jadę z wami.
Gwałtownie wstałem, rzucając pod nosem wiązankę przekleństw.
Czemu ona kurwa nic nie rozumie? Chce jechać z nami? To ma być kurwa jakiś chory żart?
-Nie możesz jechać z nami!- wrzasnąłem pochylając się nad nią- A wiesz czemu? Powód jest bardzo prosty. Bo chce żebyś kurwa żyła!- krzyknąłem tak głośno, że w jednej sekundzie zapanowała kompletna cisza
Chłopaki przestali szeptać między sobą, myślę, że w tym momencie przestali nawet oddychać bojąc się tego do czego byłem zdolny w tamtej chwili.
Po jakiś 5 minutach zupełnej ciszy Buena wysiadła z samochodu, a ja cieszyłem się, że jednak wygrałem, ale powinienem się już nauczyć, że ona nigdy nie odpuszcza.
-Przecież doskonale wiesz, że nawet jeśli mnie ze sobą nie zabierzesz to nie będę siedziała grzecznie w swoim pokoju. Jakoś znajdę sposób żeby dostać się tam gdzie wy, więc lepiej się zastanów. Chcesz mi dać działać na własną rękę?
Wiedziałem, że nie żartuje. Właśnie tak byłoby gdybym nie pozwolił jej jechać. Buena na pewno nie należała do osób, które się czegoś boją. Była bardzo odważna i wiedziałem, że byłaby w stanie to zrobić.
-Posłuchaj mnie uważnie- chwyciłem ją za nadgarstek przyciągając bliżej siebie, niemal od razu wyrwała go z mojego uścisku- Pojedziesz, ale będziesz siedzieć z jednym z chłopaków w samochodzie i jeśli tylko wystawisz choćby palec poza to cholerne auto to…
-To co?- przerwała mi patrząc wprost w moje oczy, chcąc pokazać mi tym, że się nie boi
Nie powinienem się na to zgadzać. Dopiero powoli zaczęło docierać do mnie w co ją wciągam. Zabieram ją na terytorium Chaza, tam gdzie roi się od ludzi którzy nie zawahają się przed niczym i jeśli tylko będą mieć okazję zabiją ją.
Zrobiło mi się niedobrze, gdy o tym pomyślałem.
Spojrzałem na nią, po czym podszedłem i tak po prostu przytuliłem, była zaskoczona, ale nie protestowała. Zacisnąłem ramiona jeszcze mocniej wokół niej i zamknąłem oczy zaciągając się jej zapachem.
-Po prostu mi obiecaj, że nie wyjdziesz z tego pieprzonego samochodu- szepnąłem
Moje serce biło tak głośno, byłem pewny, że ona to słyszała.
-Kocham cię- powiedziała obejmując mnie z całych sił
I choć lubiłem te słowa i zawsze robiło mi się ciepło na serce kiedy je słyszałem to nie było jednak to co chciałem usłyszeć w tamtej chwili.

*Buena

Justin prowadził swoje czarne Lamborghini, ja siedziałam tuż obok niego na miejscu pasażera, a na tylnym siedzeniu byli Ryan i Mike. Drugi samochód prowadził Lucas, byli w nim również James i George. 
George to chłopak, którego poznałam w zasadzie jakieś 10 minut temu. Justin ściągnął go specjalnie aby mnie pilnował. Podobno znali się dość długo i Justin mu ufał. Zaczynałam mieć poczucie winy, że przeze mnie mają tylko więcej pracy.
Jechaliśmy około 20 minut w zupełnej ciszy. Przysięgam, że naprawdę nikt przez całą drogę nie odezwał się ani słowem. Wszyscy po prostu patrzyli przed siebie jakby właśnie byli w jakimś nowym miejscu i bali się spuścić wzrok z drogi, bo wtedy od razu by się zgubili. W rzeczywistości jestem pewna, że znali bardzo dobrze trasę którą właśnie jechaliśmy.
Nie raz podczas tej jazdy chciałam się odezwać. Powiedzieć coś lub spytać, bo pytań akurat miałam mnóstwo. Bałam się i przerażało mnie to, że wiedziałam tak niewiele.
Wjechaliśmy na jakiś plac. Wyglądało to trochę jak opuszczony plac budowy. Niby było tu pełno cegieł, jakiś śmieci i wielkich urządzeń których nazw nawet nie znam, ale to miejsce wyglądało jakby nikogo tu nie było przez co najmniej 100 lat.
Im dalej jechaliśmy tym dziwniej się czułam. Miałam wrażenie, że nie powinno mnie tu być, że nikogo z nas nie powinno. To miejsce miało w sobie coś przerażającego.
Justin zatrzymał samochód niedaleko wielkiego magazynu czy czegoś takiego. Naprawdę nie znam się na tym i nie wiem co to jest. Może to i lepiej.
Drugi samochód zaparkował tuż za nami po czym chłopaki od razu z niego wysiedli idąc w naszą stronę.
-Zostań tutaj- nakazał mi Justin i również wysiadł, a Ryan i Mike poszli w jego ślady
Siedziałam tam i słuchałam jak powtarzają od początku cały plan i byłam naprawdę przerażona. Jeśli myślałam, że oglądając horrory się boje to nie wiem jak mam nazwać to co teraz czułam, bo było to coś o wiele, wiele większego niż zwykły strach.
Potem Justin rozmawiał tylko z Georgem zapewne mówiąc mu, żeby za nic w świecie nie pozwolił mi wysiąść z samochodu bla, bla, bla…
Nie twierdzę, że Justin przesadzał, ale mówił mu dosłownie to samo około 10 razy jeszcze przed wyjazdem,  ale to świadczy tylko o jednym… cholernie się o mnie martwi. Szczerze mówiąc nie dziwiłam mu się, ponieważ martwiłam się o niego tak samo mocno, a może nawet i bardziej.
Nagle drzwi od mojej strony otworzyły się odrywając mnie tym od moich myśli. Zobaczyłam Justina, który nachyla się nade mną.
Przez chwilę patrzył mi prosto w oczy nic nie mówiąc.
-Obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego- usłyszałam nagle jego głos
Był inny niż zwykle. Jakby każde słowo które wypowiadał kosztowało go bardzo wiele wysiłku.
Ciężko przełknęłam ślinę.
-Zależy co masz na myśli mówiąc „nic głupiego”?
-Buena to nie są żarty- natychmiast się odezwał i lekko pokręcił głową
Niestety wiedziałam to aż za dobrze, nie musiał mi o tym przypominać.
-Obiecuje- powiedziałam by choć trochę go uspokoić
Potem Justin po prostu objął moją twarz dłońmi po czym zbliżył swoje usta do moich i pocałował mnie. Najpierw powoli jakby się bał mojej reakcji. Niemal od razu odwzajemniłam pocałunek. Justin naparł na mnie i zaczął całować mnie tak jakby to miał być ostatni raz. Czułam to, czułam to bardzo dobrze i wiem, że on w tym momencie myślał o tym samym. Wiem, że bał się tak samo jak ja.
Nie odrywaliśmy się od siebie ani na chwilę i gdyby nie głos Ryana pewnie kontynuowalibyśmy.
-Kocham cię- powiedział, a moje serce zabiło szybciej
Nie często to mówił dlatego te słowa nabierały jeszcze większej wartości.
-Już czas- powiedział odwracając się w stronę chłopaków
Na te słowa w moich oczach zebrały się łzy.
Chciałam już teraz wysiąść z tego samochodu, podbiec do niego, przytulić i błagać żeby nigdzie nie szedł. Z drugiej jednak strony wiedziałam, że musi. Musiał uratować Chrisa, który też był dla mnie bardzo ważny. Byłam rozdarta.
Nawet nie wiem kiedy wszyscy zniknęli, a na miejsce kierowcy obok mnie usiadł George.
Widziałam jak wchodzą do tego wielkiego magazynu i znikają. To było najgorsze, że zniknęli i od tej chwili kompletnie nie wiedziałam co będzie się z nimi dziać.
-Hej mała- usłyszałam głos chłopaka- Może włączymy sobie jakąś muzykę?- spytał po czym włączył radio
Miał 24 lata i piękny uśmiech, tylko tyle o nim wiedziałam.
-George nie mam ochoty słuchać muzyki- powiedziałam smutno na co on natychmiast wyłączył radio
Wpatrywał się we mnie dłuższą chwilę.
-Nie martw się. Nim się obejrzysz oni będą tu z powrotem cali i zdrowi w jednym kawałku
Posłałam mu blady uśmiech doceniając to, że próbował mnie pocieszyć. Jednak w takiej chwili nic nie było w stanie poprawić mi humoru.

Po około 30 minutach siedzenia w tym przeklętym aucie zaczęłam się kręcić. Wypatrywałam chłopaków. Miałam nadzieję, że drzwi tego magazynu zaraz się otworzą, a oni wyjdą stamtąd razem z Chrisem i wszyscy razem wrócimy do domu.
Zaśmiałam się pod nosem z tego jak bardzo głupia i naiwna byłam.
To nie jest pieprzona bajka Buena.
Im dłużej siedziałam i wpatrywałam się ten cholerny magazyn tym bardziej zaczynałam wariować. Nagle ogarnęła mnie panika. Tak jakby poczuła, że dzieje się coś złego. Moje dłonie zaczęły drżeć i walczyłam z tym by się nie rozpłakać.
Spojrzałam na Georga, który palił już chyba 5 papierosa. Musiałam stąd wyjść.
Przez chwilę w mojej głowie pojawiły się słowa Justina o tym żebym nie robiła nic głupiego, ale natychmiast odgoniłam je od siebie.
Uspokoiłam się na tyle na ile było to możliwe i zadrżałam.
-Zimno mi- modliłam się tylko żeby to kupił- Mógłbyś przynieść mi koc? Z tego co mówił Justin jest w bagażniku- zrobiłam maślane oczy, po czym zadrżałam po raz kolejny aby wyglądało to jak najbardziej wiarygodnie
Spojrzał na mnie i wziął ostatniego bucha, po czym wyrzucił papierosa przez okno.
-Jasne- powiedział i delikatnie uśmiechnął się do mnie
Widać, że ten chłopak jeszcze mnie nie znał i nie wiedział do czego byłam zdolna.
Gdy tylko wysiadł i podszedł do bagażnika natychmiast otworzyłam drzwi i wybiegłam z samochodu.
Już po sekundzie usłyszałam jego krzyk i czułam jak ruszył tuż za mną.
Biegłam tak szybko jak jeszcze nigdy w życiu i nie obchodziło mnie nic, nie myślałam o niczym tylko o tym, że muszę upewnić się, że Justinowi nic nie jest.
Gdy od tych drzwi dzieliło mnie dosłownie 5 kroków usłyszałam jego krzyk.
-Nie wchodź tam!- rozkazał mi myśląc, że naprawdę go posłucham, zatrzymam się i grzecznie wrócę do samochodu
Stanęłam przed drzwiami i gdy właśnie miałam je otworzyć i wejść do środka poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i odciąga w tył.
-Puść mnie!- krzyknęłam
Zaczęłam się szarpać, wyrywać, a nawet próbowałam go kopnąć, ale bez skutku.
Objął mnie swoimi ramionami i był zbyt silny. Nie dałam rady.
-Proszę, muszę tylko upewnić się, że z Justinem wszystko w porządku- krzyczałam i na pewno gdyby ktoś zobaczył mnie w tym momencie miałby wątpliwości czy aby na pewno wszystko ze mną w porządku
Zachowywałam się jakbym zwariowała, ale w tamtej chwili nie obchodziło mnie to.
-Spójrz na mnie- nakazał George- Buena!- krzyknął, żeby jakoś zwrócić na siebie moją uwagę
Przestałam się szarpać i powoli przeniosłam na niego swój wzrok.
-Justinowi nic nie jest, zaraz wróci tu cały i zdrowy
I gdy właśnie miałam go spytać czy jest tego pewny usłyszeliśmy strzał. Pochodził z wewnątrz magazynu.
Oboje gwałtownie spojrzeliśmy w tamtą stronę.
-Justin- szepnęłam
Chciałam tam pobiec, ale nogi w tym momencie odmówiły mi posłuszeństwa. Upadłam na kolana i zaniosłam się płaczem.
-Justin!-krzyczałam chcąc wierzyć, że on to usłyszy i zaraz się tu pojawi
George kucnął przy mnie cały czas mówiąc coś i prosząc bym wróciła z nim do samochodu, ale nawet to nie pomogło przepędzić tych złych myśli jakie pojawiły się w mojej głowie w tamtym momencie.

*Justin

Wszystko od samego początku było nie tak jak się tego spodziewaliśmy. Cały nasz plan poszedł się jebać w chwili, gdy weszliśmy do magazynu, a Chaz czekał tam już na nas ze swoimi ludźmi. Jakby dokładnie wiedział, że właśnie dzisiaj, właśnie o tej godzinę zjawimy się tam.
Chcieliśmy tam wejść rozprawić się z jego ludźmi, a gdy już nikt nie będzie mógł nam przeszkodzić, ja miałem mieć ten zaszczyt i wpakować mu kulkę w łeb. Potem mieliśmy znaleźć Chrisa i spierdolić stąd jak najdalej.
Choć wszystko było tak jak nie powinno nic nie daliśmy po sobie poznać. Zachowywaliśmy się tak jakby wcale nas tym nie zaskoczył. I myślę, że wychodziło nam to dość dobrze do czasu, gdy ludzie Chaza odsunęli się, a my dostrzegliśmy siedzącego na krześle Chrisa. Był przywiązany, zakrwawiony, usta miał zakneblowane, był przytomny. Patrzył na nas, a my patrzyliśmy na niego i właśnie w tamtej chwili nie jestem pewien czy to udawanie, że mamy wszystko pod kontrolą nadal nam wychodziło.
-Co Bieber? Stęskniłeś się za swoim przyjacielem?- głos Chaza dotarł do moich uszu
Jak zwykle był zimny i pozbawiony jakichkolwiek uczuć.
-Od razu cię ostrzegam, że jeden zły ruch, a będziesz mógł się z nim pożegnać
Kiwnął do jednego ze swoich ludzi na co ten natychmiast podszedł do Chrisa przystawiając mu pistolet do głowy.
Stałem wpatrując się w niego chcąc rozgryźć w co w tej chwili próbuje on ze mną grać.
-Po cholerę to wszystko?- odezwałem się w końcu- Co ty odpierdalasz?
Zaśmiał się tylko.
Przechadzał się spokojnie jakby był na jakimś spacerze, jakby kompletnie nic się nie działo.
W dłoni trzymał broń, tak samo jak ja z resztą. Tak bardzo chciałem jej użyć i zabić go w tej chwili, niczego innego tak nie pragnąłem jak tego.
Chaz przeniósł wzrok na Chrisa, który nadal wpatrywał się we mnie mając pewnie nadzieję, że mam jakiś świetny plan i zaraz go stąd uwolnię.
-Wiesz kim jesteś Bieber?- znowu usłyszałem jego głos- Jesteś nikim, jesteś jednym wielkim pieprzonym zerem. Nie umiesz nawet chronić członków swojego gangu, dowód na to, że jesteś chujowym dowódcą..
-I kto to mówi?!- krzyknąłem nie mogąc dłużej słuchać jego pierdolenia- Jeśli dobrze pamiętam Jay i Jake byli z twojego gangu, przypomnij mi gdzie się teraz znajdują? Ach tak, są parę metrów pod ziemią i kto tu nie potrafi chronić swoich ludzi…
-Zabijając ich po raz kolejny udowodniłeś jak bardzo głupi i naiwny jesteś. Naprawdę myślałeś, że ujdzie ci to na sucho?
-Chyba nie powiesz mi, że właśnie dlatego porwałeś Chrisa?
-Dlaczego nie? Ty możesz rozwalać moich ludzi, a ja twoich nie?
Na jego twarzy pojawił się ten chytry uśmiech. Ciężko przełknąłem ślinę wiedząc, że to nie wróży nic dobrego.
Postanowiłem jednak kontynuować rozmowę.
-Wszyscy dobrze wiemy, że nie zależy ci na twoich ludziach i prawdopodobnie sam byś ich zabił gdyby tylko odwalili całą robotę i nie byli ci już potrzebni
-Może masz racje, ale ty zabiłeś ich za mnie. Odebrałeś mi całą frajdę, a teraz będę mógł przynajmniej zabić jego
Podszedł do Chrisa, a gdy przystawił broń do jego głowy chłopak zaczął się szarpać próbując się jakoś uwolnić. Chwile potem patrzył na mnie… patrzył tym błagalnym wzrokiem, a ja miałem wrażenie, że zaraz zwariuje nie mogąc nic zrobić.
Odruchowo uniosłem dłoń i skierowałem pistolet prosto na Chaza na co on znowu zwycięsko się uśmiechnął tak jakby tego też się spodziewał i miał na to odpowiedź i właściwie nie myliłem się.
-Nie radzę ci tego robić Bieber, tobie ani żadnemu z twoich ludzi. Wiesz, że jesteś na moim terytorium, jeden niewłaściwy ruch, a twoja kochana dziewczyna będzie martwa. Swoją drogą zabranie jej tutaj było najgłupszą rzeczą jaką w życiu zrobiłeś.
Zamarłem. Nawet nie wiem kiedy moje dłonie zaczęły drzeć i nawet gdybym chciał strzelić i tak bym w niego nie trafił.
Nie wiedziałem co robić. Miałem tysiące myśli w głowię. Moje serce biło tak szybko jak jeszcze nigdy w życiu.
Jaką decyzje podjąć? Strzelę= zabije Chaza, ale wtedy my wszyscy również zginiemy, nie strzelę=przegram. Z tej gównianej sytuacji nie było dobrego wyjścia.
Opuściłem pistolet w dół i usłyszałem śmiech Chaza.
Spojrzałem na Chrisa, z jego oczu leciały łzy.
Patrzyłem na niego jakby to miało jakoś pomóc i go uratować choć w rzeczywistości wiedziałem jednak, że zjebałem wszystko.
-Tak Bieber- Chaz spojrzał na mnie i uśmiechnął się zwycięsko- Wygrałem
I to było ostatnie słowo.
Chris zamknął oczy, ja też zamknąłem i zacisnąłem dłonie w pieści.
I wtedy to się stało. Usłyszałem strzał.
Upadłem na kolana i ukryłem twarz w dłoniach.
Właśnie w tym momencie ostatecznie i nieodwołalnie przegrałem tą pieprzoną wojnę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zachęcam was do komentowania, bo wiecie, że wasze komentarze dodają mi weny i jak je czytam to chce mi się pisać i ogólnie rozdziały wychodzą mi o wiele lepsze ;)

Jeśli macie jakiekolwiek pytania zapraszam na mojego aska http://ask.fm/Swaggie385

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 41

*Justin

Od samego rana nie robiliśmy nic innego niż obmyślanie planu. Takiego zadania nie mieliśmy jeszcze nigdy w życiu. Wszystko musiało być dopracowane do perfekcji.
-Więc tak zrobimy- powiedziałem w końcu pewnym i zdecydowanym głosem, gdy już wszystko było ustalone
Była godzina 16:00. Za 4 godziny rozegra się najważniejsza akcja jaką kiedykolwiek mieliśmy.
-Zrozumieliście wszystko?- patrzyłem jak wszyscy zgodnie potakująco kiwają głowami
Nawet James nagle przestał być chujem i postanowił nam pomóc. Myślę, że się przestraszył, bo dotychczas słyszał tylko z naszych opowieści jaki to Chaz jest zły i niebezpieczny, ale dopiero teraz przekonał się, że to jest prawda. Dopiero teraz zobaczył, że to nie jest jakaś pieprzona zabawa.
Odkąd tylko powiedziałem chłopakom, że to Chaz porwał Chrisa musiałem być spokojny i opanowany jeszcze bardziej niż zwykle. Gdybym zaczął panikować oni też by zaczęli, a wtedy nic byśmy nie zdziałali. Oczywiście, gdy tylko im to powiedziałem chcieli natychmiast znaleźć Chaza i po prostu go zabić, ale powiedziałem im, że to nie będzie takie proste, że on na pewno spodziewa się nas w najbliższym czasie i że trzeba to wszystko dobrze zaplanować. Tłumaczyłem im to wszystko ze spokojem, ale czy tak naprawdę byłem spokojny? Ani kurwa trochę. W głowię cały czas miałem myśli typu „Czy Chris w ogóle jeszcze żyje?”. Nie żebym w to nie wierzył, wierzyłem w to bardziej niż w cokolwiek innego na tym świecie, ale niestety musiałem też twardo stąpać po ziemi i nie zapominać z kim mamy do czynienia.
-Jak myślisz, czemu Chaz go porwał?-spytał nagle Ryan wyrywając mnie z moich myśli
Prychnąłem pod nosem.
-Myślę, że dlatego, że jest pojebany- założyłem ręce na piersi- Nie wiem co tym razem przyszło mu do głowy
-Tak szczerze Justin jak myślisz, jak duże mamy szanse na to, żeby odbić Chrisa i wszyscy wyjść z tego żywi?- spytał nagle Mike kompletnie mnie tym zaskakując, ale oczywiście nic nie dałem po sobie poznać
Bycie przywódcą wcale nie jest proste, szczerze mówiąc jest kurewsko trudne i chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję.
-Myślę, że skopiemy Chazowi tyłek- odpowiedziałem, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech, który naprawdę kosztował mnie w tym momencie bardzo wiele wysiłku
Wziąłem głęboki wdech.
-Za 4 godziny macie być gotowi, jasne?
-Jasne-odpowiedzieli jednocześnie i rozeszli się w różne strony aby przygotować wszystko
Stałem tak jeszcze chwilę i po prostu wpatrywałem się w niebo, mając jednak świadomość tego, że za chwilę też będę musiał iść i przygotować się.
-Za 4 godziny ten dupek pożałuję, że w ogóle się urodził- syknąłem przez zęby

*Buena

Ostatni raz widziałam się z nim wczoraj wieczorem i od tego czasu nie dawał znaku życia. Czy czułam się z tym dobrze? Nie, czułam się tym źle i byłam na niego cholernie zła. Co on sobie wyobraża? Zapomniał o mnie? Cały dzień odchodzę od zmysłów, nie mogę się na niczym skupić, w mojej głowie co minutę pojawia się myśl, że coś mu się stało, ale próbuję ją od siebie odgonić, a on tak po prostu się nie odzywa?
Miałam wrażenie, że jeśli teraz bym go zobaczyła to raczej dałabym mu w twarz zamiast przytulenia go i powiedzenia, że się martwiłam. Dlaczego on tak się zachowywał? Przecież doskonale wie jakie jest jego życie, doskonale wie, że w jeden sekundzie może mu się coś stać. Czemu nie informuje mnie o tym gdzie jest? Myśli, że tak jak on jestem z kamienia i w pewien sposób sobie z tym radzę? Prawda była taka, że sobie nie radziłam, nawet w najmniejszym stopniu nie dawałam sobie z tym wszystkim rady, a on z każdym dniem coraz bardziej mi to utrudniał.
-Mamo, wychodzę- rzuciłam tylko w pośpiechu zakładając buty
-Dokąd kochanie?- spytała od razu, ale w odpowiedzi dostała tylko głośne trzaśnięcie drzwiami
Wiem, że to nie jej wina, ale byłam w tym momencie tak zła, że nie obchodziło mnie to. Jak wrócę do domu to pewnie dostanę kare, ale teraz mam to po prostu gdzieś.
Nie miałam zamiaru dłużej siedzieć i czekać aż on łaskawie raczy się do mnie odezwać. Jeśli nawet on nie miał zamiaru to zawsze przysyłał Chrisa, żeby przekazał mi jakąś wiadomość. Właśnie, Chris! Najlepiej by było gdym właśnie jego znalazła. Był dla mnie kimś naprawdę bardzo ważnym. Kochałam go. Wiecie, tak jak się kocha brata. Pomógł mi tyle razy i bez niego naprawdę nie dałabym rady.
Szłam ani na chwilę nie zwalniając, a moje serce biło jak szalone.
-Przysięgam, że go zabije kiedy już go znajdę- szepnęłam zdenerwowana, po czym skręciłam w boczną ulicę zmierzając w stronę domu Justina

*Justin

Po 3 godzinach jazdy po St.John’s nareszcie wszystko załatwiłem i mogłem wrócić do chłopaków. Jeszcze tylko godzina, jedna pieprzona godzina dzieli mnie od przystawienia Chazowi pistoletu do łba i pociągnięcia za spust. Czekałem na tą chwilę latami i myśl, że może się to stać właśnie dziś szczerze mówiąc uszczęśliwiała mnie. Może i jestem nienormalny, ale ten człowiek niszczył mi życie od kiedy tylko pamiętam i nie będę się teraz nad nim użalał ani litował.
Zaparkowałem przed zaułkiem wiedząc, że właśnie tam wszyscy czekają i wysiadłem z samochodu. Odruchowo obszedłem go dookoła chcąc się upewnić czy Chris nie zrobił na nim ostatnio żadnej nowej rysy, to bardzo w jego stylu.
Gdy tylko uświadomiłem sobie, że tego dzieciaka nie ma oparłem się o maskę samochodu i przetarłem dłońmi moją twarz tak jakby właśnie mył ją wodą chociaż moje dłonie były zupełnie suche.
To zabawne i przerażające zarazem jak bardzo potrafimy przyzwyczaić się do jeden osoby. Do tego jednego człowieka, który sprawia, że gdy nie ma go tylko przez chwilę przestajemy normalnie funkcjonować.
Podszedłem do tylnych drzwi auta i wyciągnąłem jeden z pistoletów, po czym poszedłem zobaczyć co u reszty.
Gdy byłem już na końcu zaułka, tu gdzie docierała niewielka ilość światła i pozwalała nam tym samym pozostać niewidocznym zobaczyłem, że wszyscy już tam są. Stali i wpatrywali się we mnie, a ja od początku wyczułem, że coś jest nie tak, ale postanowiłem to zignorować. Jeśli byłoby to coś poważnego na pewno by mi powiedzieli.
-Patrzcie co mam- uniosłem broń w górę tak by mogli lepiej ją zobaczyć- Niezła, prawda? Nie bójcie się mam taką dla każdego z was chłopaki, więc liczę na jakieś oklaski, bo wiecie, że nie łatwo zdobyć…
-Justin…-Ryan nagle mi przerwał czym mnie cholernie wkurzył, bo szczerze tego nienawidziłem- Masz gościa- dodał zanim ja zdążyłem cokolwiek powiedzieć, po czym przeniósł wzrok w najciemniejsze miejsce z którego już po chwili wyłoniła się postać
Musiałem aż zamrugać parę razy, bo nie wierzyłem, że ona naprawdę tutaj jest.
Natychmiast oddałem pistolet Lucasowi, bo akurat on stał najbliżej, po czym wolnym krokiem podszedłem do niej. Chwyciłem ją za rękę upewniając się, że jest prawdziwa, a gdy miałem już 100% pewność z każda sekundą narastała we mnie złość.
-Po co tu przyszłaś?- warknąłem
Byłem tak wkurzony, że miałem ochotę coś rozjebać.
Jej oczy pociemniały. Wyrywała rękę z mojego uścisku, po czym zacisnęła ją w pięść i tak po prostu przy wszystkich właśnie w tamtym momencie uderzyła mnie.

*Buena

Tak naprawdę nie chciałam tego robić. To wszystko co myślałam, że gdy tylko go zobaczę to go uderzę to była taka przenośnia, ale kiedy on tak zareagował nie mogłam postąpić inaczej.
Cały dzień umieram ze strachu, bo nie wiem co się z im dzieje, biegam po całym mieście szukając go jak wariatka, a gdy już znajduje on pyta wkurzony „Po co tu przyszłam?”. Chyba sami rozumiecie, po prostu nie wytrzymałam.
Chłopaki różnie na to zareagowali. Słyszałam takie słowa jak „o kurwa”, niektórzy po prostu syknęli tak jakbym to im właśnie dała w twarz, inni szepnęli coś w stylu „auć”, a jeden z nich, James- jeśli dobrze pamiętam, powiedział głosem pełnym podziwu „Nieźle” tak jakbym właśnie dokonała rzeczy niemożliwej. Myślę, że oni tratowali go tu jak jakiegoś Boga. Niektórzy pewnie bali się mu nawet powiedzieć co myślą, może właśnie dlatego zareagowali tak na to co zrobiłam.
Szczerze to gdy Justin ponownie odwrócił głowę w moją stronę, zmrużył oczy, a jego dłonie zacisnęły się w pięści przez chwilę miałam wrażenie, że mi odda. Był zły, był cholernie zły i w tamtej chwili się go bałam, bo naprawdę wyglądał jakby chciał mnie zabić.
Ponownie chwycił mnie za rękę, ale tym razem 100 razy mocniej, aż syknęłam z bólu, po czym wyprowadził mnie z tego ciemnego miejsca.
Gdy znaleźliśmy się już na zwykłej drodze i było zupełnie jasno jeszcze lepiej mogłam dotrzeć jak bardzo zły on był w tej chwili.
Jeszcze przez chwilę trzymał mnie zaciskając swoją dłoń coraz mocniej, a ja spojrzałam na niego zaszklonymi oczami prosząc by przestał. Chyba zrozumiał, bo chwile potem puścił moją rękę, a ja chciałam rozmasować to miejsce, ale gdy tylko lekko je dotknęłam ponownie zabolało.
Potem zbliżył się do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Co to kurwa miało być?- spytał wyraźnie akcentując każde słowo
I w tamtym momencie ponownie mnie wkurzył na tyle, że znów odzyskałam odwagę by powiedzieć mu to co zamierzałam od początku, gdy tylko go zobaczyłam.
-Nienawidzę cię- gdy to powiedziałam od razu skupił na mnie całą swoją uwagę- Cały ten pieprzony dzień nie myślę o niczym innym tylko o tobie i o tym czy jeszcze w ogóle żyjesz, a ty nie raczysz mi dać chociaż jednego, głupiego znaku, że nic ci nie jest!-wrzasnęłam
Stał przez chwile po prostu wpatrując się we mnie, po czym krzyknął tak nagle i głośno, że aż podskoczyłam.
-O co ci chodzi?! Przecież nie pierwszy raz nie widzimy się cały dzień, czasami nie było mnie dłużej, co to za różnica…
-Właśnie taka…- przerwałam mu- Że z każdym pieprzonym dniem zależy mi na tobie coraz bardziej- nagle mój głos zmienił się w szept i nawet nie wiem kiedy z moich oczu zaczęły lecieć łzy
Spuściłam głowę i po prostu płakałam nie mogąc dłużej dusić tych wszystkich emocji w sobie. W tym momencie nie miałam już siły ani ochoty na nic. Ani na krzyczenie, ani na uderzenie kogokolwiek, ani na wrócenie do domu, ani nawet na płakanie, ale te cholerne łzy same leciały z moich oczu, a ja nie mogłam ich zatrzymać.
Poczułam jak podchodzi do mnie stając tuż naprzeciwko. Zwlekał chwile tak jakby się zastanawiał czy na pewno ma to zrobić w końcu zdecydował się i mnie przytulił. Nie czekając nawet sekundy wtuliłam się w niego mocno, rozkoszując się jego zapachem i czując, że to właśnie tu jest moje miejsce, przy nim, w jego ramionach.
-Przepraszam- usłyszałam nagle szept tuż obok mojego ucha
Lekko się od niego odsunęłam i spojrzałam na jego policzek, który był trochę czerwony.
-Ja też przepraszam-ze zdenerwowania przygryzłam dolną wargę
Czułam się w tym momencie cholernie głupio. Jak mogłam coś takiego zrobić.
Justin zaśmiał się co mnie zdziwiło.
-Swoją drogą…- zaczął łapiąc mnie w talii i przyciągając do siebie- Nie wiedziałem, że jesteś taka silna skarbie
Delikatnie dotknęłam jego policzka.
-Myślę, że nawet ja sama o tym nie wiedziałam- również się uśmiechnęłam- Bardzo cię boli?- zapytałam po chwili
-Będę żył, nie martw się
Odsunął się ode mnie, a mój telefon w tym momencie zaczął dzwonić.
Wyjęłam go z kieszeni moich spodni i gdy zobaczyłam, że dzwoni mama skrzywiłam się co Justin najwyraźniej zauważył.
-Rodzice?- spytał
Potakująco kiwnęłam głową w tym samym czasie naciskając czerwoną słuchawkę. Nie miałam ochoty z nią teraz rozmawiać. Chociaż doskonale wiedziałam, że nie odbierając pogarszam tylko swoją sytuacje. Odbiorę jak zadzwoni kolejnym razem no chyba, że już szybciej znajdę się w domu.
-Muszę już iść- powiedziałam niechętnie- Tylko chciałabym jeszcze przedtem zobaczyć się z Chrisem
Przez jego twarz przemknęło coś dziwnego. Coś czego nie umiałam określić. To był taki jakby strach połączony ze smutkiem… Naprawdę nie potrafiłam tego nazwać.
-Wiesz dawno się z nim nie widziałam…-postanowiłam kontynuować- To zajmie tylko chwilkę, więc… gdzie on jest?
Gdy Justin właśnie otwierał usta, żeby coś powiedzieć nagle pojawili się chłopaki.
-Jak tam gołąbeczki, pogodziliście się już?- spytał Lucas podchodząc do Justina i klepiąc go po ramieniu
-Gratuluje Buena, ja sam już od dawna chciałem to zrobić, ale sama rozumiesz…-Ryan podszedł do mnie i podał mi dłoń naprawdę gratulując mi jakbym właśnie wygrała jakąś bardzo ważną nagrodę
Zaśmiałam się.
-Możecie już skończyć tą szopkę?- warknął na nich Justin
Wyjął z kieszeni kluczyki do auta i podał je Ryanowi.
-Weźcie broń- powiedział, po czym spojrzał na mnie- Posłuchaj mnie Buena, musisz teraz po prostu iść do domu, jutro obiecuje, że wszystko ci wyjaśnię i spotkasz się z Chrisem…
Patrzyłam jak porusza ustami, ale nie słuchałam jego słów.
-Przestań- powiedziałam nagle- Przestań!- krzyknęłam kiedy nie usłyszał za pierwszym razem- Już było tak dobrze. Czemu ty jak zwykle musisz wszystko zepsuć?- zapadła chwila ciszy, po której jednak postanowiłam kontynuować- Nie zniosę kolejnych kłamstw Justin, nie żartuje. Jeśli teraz znowu mnie okłamiesz to będzie koniec.
Stał i wpatrywał się we mnie. Widziałam, że chłopaki też spoglądali na nas będąc ciekawi jak to wszystko dalej się potoczy.
-Świetnie- powiedziałam z udawanym entuzjazmem- W takim razie jadę z wami
Jego oczy powiększyły się. Ruszyłam w stronę samochodu, a on szedł tuż za mną.
-Ale ty… Buena… ty nie możesz- próbował mnie zatrzymać
Otworzyłam drzwi od strony pasażera.
-Albo mi powiesz co tu się dzieje albo jadę z wami.
Powiedziałam to powoli i wyraźnie jakbym mówiła do dziecka, po czym wsiadłam do samochodu i zamknęłam za sobą drzwi czekając na to jaką decyzję podejmę Justin.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Może rozdział nie jest jakiś bardzo długi i nie dzieje się w nim nie wiadomo co, ale mogę wam obiecać, że w następnym będzie się działo o wiele więcej.
Teraz chciałam podziękować wszystkim którzy nadal są ze mną, którzy mimo tak długiej przerwy nadal czekali. Jeśli ktoś już w ogóle tu nie zagląda oczywiście nie mam mu tego za złe, bo byłam pewna, że nic nigdy już tutaj nie napiszę. Ale weszłam ostatnio na to opowiadanie, przeczytałam parę rozdziałów oraz waszych komentarzy i nic się nie zmieniło, one jak zwykle mnie zmotywowały i dodały mi weny. Nawet nie wiecie jak bardzo tęskniłam za wami i za tym blogiem.
Kolejną rzeczą jaką chce powiedzieć, żebyście potem nie byli zaskoczeni jest taka, że jeszcze jakieś 3-4 rozdziały i mam zamiar zakończyć to opowiadanie. Co prawda mam jeszcze parę pomysłów które mogłabym zrealizować, ale nie chcę już tego dłużej ciągnąć. Może po części boję się, że taka sytuacja znów się powtórzy i że znów wena mnie opuści. Wszystkie najważniejsze rzeczy, które miały się wydarzyć wydarzyły się, bądź wydarzą w najbliższych rozdziałach, więc nie widzę powodów, aby dalej to ciągnąć.
Kolejna sprawa to taka, że nie będę już informować o nowych rozdziałach na twitterze. Po pierwsze dlatego, że prawie wszyscy pozmieniali usery, a po drugie tak jak już wspomniałam zostało naprawdę niewiele rozdziałów do końca, więc myślę, że zajrzenie tu po prostu parę razy by sprawdzić czy pojawiło się coś nowego naprawdę nie jest jakimś ciężkim zadaniem.
Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale rozumiecie, że bardzo długo mnie tu nie było i musiałam wyjaśnić kilka spraw, ale to już wszystko.

Dziękuje wam, że jesteście 

Zapraszam na mojego aska http://ask.fm/Swaggie385 :)

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 40

*Justin

Nocą wszystkie problemy nawet te najmniejsze wydają się bardziej poważne, a wszystkie złe myśli bardziej mroczne.
Postanowiłem wziąć samochód i pojechać do Bueny stwierdzając, że tak będzie szybciej. Chociaż nie wiem czy to był dobry pomysł by prowadzić w stanie w jakim teraz byłem.
Nie wiedziałem co się dzieje z Chrisem i z moją dziewczyną do której dzwoniłem dosłownie co 5 minut, a ona nie odbierała. Nie wiedziałem kompletnie nic i szczerze tego nienawidziłem.
Jechałem tak, że gdyby coś lub ktoś pojawił się teraz nagle na jezdni to jestem pewny, że by nie przeżył.
-Odbierz!- warknąłem zniecierpliwiony kiedy kolejny raz wybrałem jej numer i wsłuchiwałem się w głuchą ciszę- Cholera!
Naprawdę miałem szczerą ochotę wyjebać ten telefon przez okno.
Wziąłem głęboki wdech mając nadzieję, że to chociaż trochę pozwoli mi się uspokoić.

Podjechałem pod dom Bueny i zobaczyłem, że światło świeci się w jej pokoju. To jeszcze nic nie znaczyło, ale i tak poczułem pewnego rodzaju ulgę.
Nie wiem, który już raz tego dnia wziąłem telefon w dłoń i zadzwoniłem do Bueny dosłownie modląc się by odebrała.
-Halo- nagle usłyszałem jej cichy, delikatny głos i z ulgą wypuściłem powietrze z płuc
Rozluźniłem dłonie dopiero teraz orientując się, że cały czas były zaciśnięte w pięści.
-Czemu nie odbierasz?- wysiadłem z samochodu i podszedłem do jej drzwi
-Więc to ty cały czas dzwoniłeś. Brałam prysznic, nie słyszałam, przepraszam- jej głos z każdym słowem był coraz cichszy tak jakby się bała, że zaraz na nią nakrzyczę
Jednak zamiast tego na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Wyjdziesz na chwilę?
Nie wyobrażam sobie, że mógłbym teraz tak po prostu odjechać bez zobaczenia jej.
-Rodzice już śpią, nie wiem czy dam radę wyjść tak, żeby ich nie obudzić…
-Proszę- szepnąłem
Nastała chwila ciszy.
-Dobrze, zaraz będę
Schowałem telefon do kieszeni spodni i miałem ochotę dosłownie krzyknąć jak bardzo szczęśliwy jestem. 
Nic jej nie jest, cały czas była w domu, bezpieczna.
Nagle drzwi otworzyły się, a w nich pojawiła się Buena.
Miała na sobie różową piżamę w kwiatki i wyglądała w niej jak mała dziewczynka.
Zaśmiałem się.
-Mam nadzieję, że nie śmiejesz się ze mnie?- spytała zamykając drzwi i podchodząc bliżej mnie
-Nie, ależ skąd skarbie. Bardzo ładnie ci w różowym- ponownie się zaśmiałem, po czym mocno ją do siebie przytuliłem
-Coś się stało?- niemal od razu zadała to pytanie
W sumie wiedziałem, że je zada. Nie jest głupia, pewnie, gdy tylko do niej zadzwoniłem wyczuła, że coś jest nie tak.
-Pytasz co się stało, ponieważ cię przytulam?- spytałem udając, że nie wiem o co jej chodzi
Ukryłem twarz w jej ramieniu i zaciągnąłem się jej zapachem.
-Justin- jęknęła jakby zirytowana, a potem odsunęła się ode mnie
-Myślałem, że to normalne, że chłopak chce przytulić się do swojej dziewczyny, ale skoro nie…
-Justin- była całkiem poważna- Po co chciałeś, żebym przyszła? Żeby znowu mnie okłamywać?
-Żeby cię przytulić
-Och przestań!- wyrzuciła ręce w górę- Oboje dobrze wiemy, że to nieprawda
Ciężko przełknąłem ślinę, po czym podszedłem do niej tak blisko jak tylko się dało.
Ująłem jej twarz w dłonie i chciałem ją pocałować, ale mnie odepchnęła.
-Albo powiesz mi o co chodzi albo wracam do domu
W jej oczach widziałem rozczarowanie. Wiem, że było jej ciężko, mi też było. Naprawdę nie chciałem jej okłamywać, ale musiałem. Wyobrażacie sobie co by było gdybym powiedział jej teraz, że Chris zniknął, a ja nie mam pojęcia gdzie on jest?
Pewnie uparłaby się, wymknęła z domu i pojechała go ze mną szukać. Już i tak ma dość problemów przeze mnie.
-Ja po prostu… niedługo chyba znów będę musiał wyjechać na parę dni, może nawet jutro. Jeszcze nic nie jest pewne, ale wolałem już teraz pożegnać się z tobą.
Nie jestem pewny czy mi uwierzyła.
-I już? Właśnie to tak przede mną ukrywałeś?- patrzyła na mnie podejrzliwie
-Nie chciałem, żebyś się martwiła
Zapadła cisza.
Buena wpatrywała się we mnie, a jej wzrok był coraz cięższy do zniesienia. Mam na myśli, że w jej oczach nadal był smutek i rozczarowanie, byłem pewny, że doskonale wie, że ją okłamałem i z każdą chwilą coraz bardziej miałem ochotę powiedzieć jej całą prawdę, ale nie mogłem, nie mogłem tego zrobić dla jej dobra.
Pocałowałem ją w czoło i jeszcze raz mocno przytuliłem.

*Buena

Przytulił mnie i poszedł. Wsiadł do samochodu i odjechał ani razu już na mnie nie spoglądając.
Weszłam do domu i jak najciszej umiałam udałam się na górę do swojego pokoju. Gdy już się w nim znalazłam natychmiast wskoczyłam pod ciepłą kołdrę i zamknęłam oczy. Moi rodzice i tak myślą, że śpię już od dłuższego czasu.
W tym momencie żałowałam. Żałowałam, że tak po prostu dałam mu odejść. Żałowałam, że tak beznadziejnie poprowadziłam tą rozmowę i żałowałam, że nie dałam mu się pocałować.
Nie sądzę by mówił prawdę, ale tak bardzo nie chciałam się z nim kłócić. Skoro nie powiedział mi jaki jest prawdziwy powód tego, że tu przyszedł to najwyraźniej uznał, że tak będzie najlepiej. Justin zawsze robi wszystko co dla mnie najlepsze, zawsze robi wszystko by mnie chronić. Jestem pewna, że gdyby mógł powiedziałby mi prawdę, ale i tak byłam na siebie zła.
To w jaki sposób mnie przytulił, tak jakby mówił „przepraszam”. Co jeśli naprawdę stało się coś złego. Co jeśli on naprawdę chciał się ze mną pożegnać, a ja nie dałam mu tego zrobić?
Usiadłam na skraju łóżka i ukryłam twarz w dłoniach.
Nagle poczułam, że łóżko ugina się pod czyimś ciężarem, spojrzałam w bok i zobaczyłam Donaco.
-Wiesz…- zaczęłam głaszcząc go po głowię- Chyba wszystko zepsułam
Na co on zaskomlał i ułożył się na moich kolanach.

*Justin

Gdy zatrzymałem się pod domem Chrisa nie wysiadłem od razu z mojego samochodu. Siedziałem tam i układałem sobie w głowię co mam powiedzieć, gdy już zapukam do drzwi jego domu.
Jego rodzice na pewno tam będą.
Tak, Chris jako jedyny z gangu miał obojga rodziców i jako jedyny był z nami dlatego, że sam tego chciał.
Mam na myśli, że wszyscy trafiliśmy do gangu, ponieważ sami nie dalibyśmy sobie rady. Niektórzy z nas nie mają nikogo, jak ja, niektórzy jak Ryan lub Lucas potrzebowali pieniędzy, jeszcze inni tak jak na przykład James, który jest zwykłym chujem, ale nie o tym teraz mowa pokłócili się z rodziną i po prostu nie mieli, gdzie się podziać. Każdemu z nas ten gang w pewnym sensie zastępował rodzinę. Pomagamy sobie i myślę, że wiele się od siebie nawzajem nauczyliśmy.
Natomiast Chris miał rodzinę, miał pieniądze i tak właściwie miał wszystko co tylko jest potrzebne do normalnego życia, ale ja mu to wszystko zabrałem, to przeze mnie teraz ma takie życie.
Chris jest moim najlepszym kumplem już ładnych parę lat i gdyby nie ja nie siedziałby teraz w tym całym gównie. Prawda jest taka, że to ja jako pierwszy zacząłem pakować się w kłopoty, zaczęłam handlować narkotykami, trafiłem na komendę za nielegalne używanie broni, a Chris on po prostu zawsze pomagał mi się z tego wszystkiego wydostać, ale w pewnym momencie sam stał się tego częścią. Nigdy nie chciał zostawić mnie samego to zabawne, bo wyglądało to trochę jakby mnie pouczał i zajmował się mną chodź jest 3 lata młodszy ode mnie.
Prawda jest taka, że gdyby mnie nie poznał miałby teraz zwykłe, dobre życie.
W końcu wysiadłem z samochodu, ale nadal nie byłem do końca pewny co mam dokładnie powiedzieć.
Przecież nie stanę w drzwiach i nie powiem „Przepraszam, Chris nie daje znaku życia już od dłuższego czasu czy wiedzą państwo może gdzie on jest?” prawdopodobnie umarliby w chwili w której by to usłyszeli.  
Nigdy tak się nie denerwowałem rozmową z jego rodzicami. Szczerze mówiąc byli mi naprawdę bliscy, to właśnie oni swego czasu zastąpili mi rodzinę i dom. Ci ludzie nieraz mi pomogli i będę im za to wdzięczny do końca życia.
Nawet się nie zorientowałem, kiedy stanąłem tuż przed drzwiami domu. Wziąłem głęboki oddech i próbowałem uporządkować moje myśli, po czym zapukałem do drzwi i czekałem w ciszy, aż wreszcie otworzyły się i ujrzałem mamę Chrisa.
Drobnej postury kobieta o długich brązowych włosach z pewnością wyglądająca na o wiele młodszą niż w rzeczywistości była. Czasami miałem wrażenie, że mama Chrisa w ogóle się nie zmienia. Cały czas wyglądała tak samo młodo.
Najpierw na jej twarzy pojawiło się lekko zdziwienie, ale bardzo szybko odeszło, a na jego miejscu zagościł szeroki uśmiech.
-Justin- powiedziała, po czym mocno mnie do siebie przytuliła
To był taki uścisk jakby matka przytulała swojego syna.
Odsunęła się ode mnie i przez chwilę uważnie mi się przypatrywała.
-Tak dawno cię nie wiedziałam. Wyrosłeś- uśmiechnęła się, ale w jej oczach cały czas mogłem dostrzec pewnego rodzaju strach, ale też ciekawość- Co cię tu sprowadza?
Nie wypowiedziałem jeszcze ani jednego słowa i im dłużej zwlekałem tym bardziej nie wiedziałem jak mam zacząć.
-Nic takiego, ja chciałem po prostu zapytać czy Chris jest w domu- włożyłem dłonie w kieszenie spodni, by nie zobaczyła jak drżą 
Natychmiast z jej twarzy zniknął uśmiech.
-Miałam nadzieję, że wiesz, gdzie jest…- powiedziała prawie szeptem
-Kiedy widziała go pani ostatni raz?
-Wczoraj wrócił późno, a dziś z samego rana gdzieś wyszedł i od tego czasu się nie odzywa
Już chciałem zadać kolejne pytanie, ale mama Chrisa mnie wyprzedziła.
-Justin, czy on znowu wpakował się w jakieś kłopoty? Jeśli coś się stało proszę powiedz mi- spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem
Rodzice Chrisa wiedzieli, że miał problemy. Może nie tyle problemy, ale wiedzieli, że dzieje się coś niedobrego. Nie raz odbierali go z komisariatu policji.
-Nie, ja jestem pewny, że nic mu nie jest- powiedziałem na tyle pewnie na ile tylko mogłem w tej chwili
Myślę, że i tak do końca nie uwierzyła mi w moje słowa.
-Niech się pani nie martwi- rzuciłem szybko, po czym odwróciłem się i tak po prostu odszedłem
Żałowałem, że to zrobiłem. Mogłem zadać jej, więcej pytań dotyczących Chrisa, mogłem dowiedzieć się czegoś więcej, ale widziałem w jej oczach, że się martwi i wie że coś jest nie tak i nie mogłem znieść jej spojrzenia.
Nie wsiadłem od razu do samochodu, po prostu powoli zacząłem iść przed siebie. Choć ta noc była cholernie zimna i szczerze mówiąc nie uśmiechało mi się włóczyć po St.John’s nocą to w tym momencie mnie to nie obchodziło.
Założyłem kaptur na głowę i spojrzałem w niebo. Było zachmurzone, więc prawdopodobnie zaraz zacznie padać deszcz.
Gdy opuściłem głowę z moich ust wydobyło się głośne westchnienie.
Nagle zobaczyłem postać stojącą parę metrów przede mną.
Poznam go wszędzie. Nie można nie poznać człowieka który niszczy ci życie już od paru lat.
Skoro pojawił się tu to oznacza tylko jedno- kłopoty. 
-Czego chcesz Chaz?- powiedziałem pewnym siebie głosem, ale on nie odpowiedział nic
Powoli podszedłem do niego bliżej. Wtedy na jego twarzy pojawił się uśmiech. To był najbardziej złośliwy i pewny siebie uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem. To tak jakby mówił „Wygrałem”.
Patrzyłem na niego i zrozumiałem. Nie musiał nic mówić. To wystarczyło.
Ten pieprzony chuj ma Chrisa.
Zacisnąłem dłonie w pięści.
-Jeśli coś mu zrobiłeś- zacząłem powoli- To przysięgam, że cię zabije- powiedziałem przez zaciśnięte zęby
Ten uśmiech nie znikał z jego twarzy.
Nagle odwrócił się i tak po prostu zaczął odchodzić.
Ocknąłem się dopiero po chwili i zacząłem iść za nim. Szedł coraz szybciej i nawet nie zorientowałem się kiedy musiałem zacząć biec by za nim nadążyć.
Coraz słabiej go widziałem, a ta pieprzona mgła, która praktycznie nie znikała z tego miasta w niczym mi nie pomagała.
Nagle zatrzymałem się, a jego już nie było.
Krople deszczu zaczęły spadać na ziemie jedna po drugiej.
Po prostu stałem w miejscu moknąc i nie mogąc się ruszyć.
-Chcesz wojny- szepnąłem- To będziesz ją miał.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo wam dziękuje za 200 tysięcy odwiedzin. Jesteście wspaniali 

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 39

Siedziałam na łóżku jeszcze parę minut uważnie rozglądając się po całym pokoju.
Głośno przełknęłam ślinę po czym postanowiłam wstać.
Moje nogi wydostały się spod kołdry i ześlizgnęły w dół, a już po chwili moje stopy dotknęły miękkiego dywanu, który zdobił podłogę w sypialni Justina. Tak swoją drogą nie wiem kto urządzał to wnętrze, ale ono naprawdę miało styl. Było dość przestronne, ale w zasadzie każdy skrawek tego pomieszczenia był jakoś zagospodarowany i nie zostawał pusty. Ułożenie mebli i wszystkiego w tym pokoju wydawało się być bardzo staranne i przemyślane, było tu bardzo przytulnie i z całą pewnością było to moje ulubione pomieszczenie w domu Justina.
Muszę go kiedyś spytać czy sam to wszystko urządził.
Moje ubrania porozrzucane były po całym pokoju. Natychmiast zaczerwieniłam się na wspomnienie wczorajszej nocy, jednak nie sprawiło to, że do końca się rozluźniłam. Nadal w mojej głowię były bardzo wyraźne sceny z mojego snu.
Wzdrygnęłam się.
Szybko się ubrałam i wyszłam z pokoju.
Rozejrzałam się po korytarzu, po czym podeszłam do drzwi do łazienki i zapukałam kilka razy.
-J-justin- mój głos zadrżał- Jesteś tam?
Nikt się nie odzywał.
Spokojnie Buena, nie panikuj. Przecież to bez sensu żeby zostawił cię samą we własnym domu.
On musi gdzieś tu być.
Nerwowo przygryzłam dolną wargę.
Ruszyłam w stronę schodów i powoli zaczęłam iść na dół.
Słyszałam jakieś szmery i czułam zapach, ale nie umiałam określić co tak ładnie pachniało.
Gdy byłam już na dole najpierw zajrzałam do salonu, gdzie także było zupełnie pusto, a potem udałam się do kuchni.
Gdy zobaczyłam tam Justina stojącego jak gdyby nigdy nic i gotującego coś, właściwie nie wiedziałam jak zareagować. Z jednej strony ucieszyłam się, że jest tu cały i zdrowy, ale z drugiej byłam trochę zła, że zostawił mnie tak bez słowa i nie odzywał się kiedy rozpaczliwie go wołałam.
Justin mieszał coś co znajdowało się na patelni i podejrzewam, że to właśnie to tak ładnie pachniało, przy tym ruszał biodrami, lekko kiwał się na boki i nucił sobie pod nosem jakąś melodię. Muszę przyznać, że był to niecodzienny widok. On w ogóle umie gotować?
Założyłam ręce na piersi i próbowałam nie śmiać się z Justina, który był bardzo skupiony na tym co właśnie robił.
-Nie słyszałeś mnie?- odezwałam się w końcu
Natychmiast odwrócił się w moją stronę i patrzył na mnie zdziwiony. Sądząc po jego minie na pewno się mnie tu nie spodziewał.
Zachichotałam.
-Nie słyszałem i co jest takie zabawne?- spojrzał na mnie oburzony po czym znów wrócił do mieszania tego czegoś i z tego co zdążyłam zauważyć chyba była to jajecznica
Nie wiem czemu, ale przez to, że był taki poważny sprawiał, że jeszcze bardziej zachciało mi się śmiać.
Jeszcze przed chwilą nucił jakąś melodię i ruszał tyłkiem, a teraz zachowywał się jakby to się nigdy nie stało.
No tak, zapomniałam, przecież to Justin… jest zły i nikt nie ma prawa myśleć inaczej.
-Nie widziałaś tego jasne?- spytał nagle choć doskonale wiedziałam, że było to pytanie retoryczne
-Czego?- postanowiłam się z nim podroczyć
Nastała chwila ciszy, po której znowu się odezwał.
-Tego, że gotuję i… i tej całej reszty
Ponownie się zaśmiałam słysząc jak nazwał to co przed chwilą robił. Jednak zaraz tego pożałowałam widząc jego zimny wzrok.
-Idź do salonu, zaraz przyniosę ci śniadanie
Kiwnęłam tylko głową i zniknęłam nie chcąc go już więcej denerwować.
Weszłam do salonu, usiadłam na kanapie, wzięłam pilota do ręki i włączyłam telewizor.
Skakałam po kanałach chcąc coś obejrzeć, ale nie mogłam znaleźć kompletnie nic ciekawego.
Nagle zadzwonił mój telefon.
Szybko go wyjęłam i patrząc na wyświetlacz od razu odebrałam.
-Stella? Wszystko w porządku?- zaczęła zanim ona zdążyła cokolwiek powiedzieć
Po chwili usłyszałam jej zaspany głos.
-Tak, chyba tak… wstałam dopiero przed chwilą. Niewiele pamiętam z wczoraj. Chciałam się tylko dowiedzieć gdzie jesteś i czy wszystko w porządku, bo przecież miałaś być na noc u mnie.
-Tak Stella, wszystko jest dobrze. Opowiem ci przy najbliższej okazji co się wczoraj działo jeśli będziesz chciała- zobaczyłam, że na fotelu leży Biebs i nie mogłam się nie uśmiechnąć
-Ja… sama nie wiem, a bardzo narozrabiałam?
Zeszłam z kanapy i podeszłam do pluszowego misia.
-Nie, po prostu trochę przesadziłaś z alkoholem
-Jak znalazłam się w domu?
Usiadłam na fotelu i wzięłam misia na kolana.
-Justin po prostu zadzwonił do…- w tym momencie do pokoju wszedł Justin, a ja w porę ugryzłam się w język
Ugh… jestem tak cholernie głupia.
-To znaczy…- ciężko przełknęłam ślinę i przycisnęłam misia do siebie
Justin postawił jeden talerz z jajecznicą na stoliku, po czym usiadł na kanapie i uważnie zaczął mi się przyglądać.
-Wiesz, ja i Justin odwieźliśmy cię do domu
-Och…
-Wiesz Stella, ja muszę już kończyć- powiedziałam szybko zanim zdążyła zadać kolejne pytanie na które znowu musiałabym odpowiedzieć wymyślając jakąś głupia nieprawdziwą historyjkę- Pogadamy później, pa- i rozłączyłam się
Przeniosłam swój wzrok na Justina i przez chwilę po prostu patrzyliśmy na siebie w ciszy.
-Jedz- powiedział po chwili, a jego głos znów był normalny
Mam na myśli, że to był ten ciepły, miły głos Justina, który tak bardzo kochałam.
-A ty?
-Ja już jadłem
Odłożyłam Biebsa z powrotem na fotel, a sama zajęłam miejsce obok Justina i zaczęłam jeść.
-Zostawiłaś go tu ostatnim razem- spojrzał na misia, którego mi dał
-Tak, nie bardzo wtedy miałam czas, żeby o nim myśleć to znaczy wiesz… zbyt wiele się wtedy działo i po prostu zapomniałam…
-Tak pamiętam- przerwał mi jakby chciał jak najszybciej wymazać tamten dzień z pamięci- Nic nie szkodzi, zabierzesz go teraz
Gdy skończyłam jeść oparłam się wygodnie i spojrzałam na Justina.
-To najlepsze śniadanie jakie w życiu jadłam
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Bez przesady
-Dziękuje- pocałowałam go w policzek
Nadal siedziałam i po prostu przyglądałam mu się.
-Dlaczego tak patrzysz?- zapytał w końcu
-Zadziwiasz mnie
-Czym?
-Tym, że w jednej chwili jesteś zły, za chwilę nie okazujesz jakichkolwiek uczuć, a już w kolejnej minucie jesteś szczęśliwy jakby nigdy nic. Jednego dnia jesteś pewny siebie, a następnego skromny. Jednego dnia się wygłupiasz i śmiejesz, a już następnego zachowujesz się jakbyś nienawidził całego świata.
-Czy nie każdy człowiek tak ma?- przysunął się do mnie bliżej i wpatrywał się we mnie swoimi dużymi, czekoladowymi oczami. Wyglądał w tym momencie tak niewinnie… trochę jak małe dziecko.- Przecież każdy ma złe i dobre dni.
-Chyba tak, ale nigdy nie spotkałam człowieka, któremu nastrój zmieniałby się tak szybko jak tobie. Nigdy nie wiem czego się po tobie spodziewać. Niczego nie mogę być pewna. Są dni, że boje się do ciebie podejść, bo wydaje mi się, że jesteś dla mnie obcy- dopiero po chwili zorientowałam się, że to powiedziałam i nie wiem czy właśnie taki był mój plan, ale skoro już zaczęłam tą rozmowę to nie ma odwrotu- Czasami jesteś dla mnie chamski lub mnie ignorujesz i wtedy nie wiem co myśleć…
Jego dłonie powędrowały na moje biodra. Przyciągnął mnie do siebie i spojrzał głęboko w moje oczy.
-Na pewno zawsze możesz być pewna tego, że cię kocham. Moje życie nie jest łatwe. Jednego dnia jest spokojnie, nic się nie dzieje i wtedy żyje jak normalny chłopak. Zdarzają się takie dni… bardzo rzadko, ale czasami się zdarzają, że nie muszę sprzedawać narkotyków, że nie widzę się z chłopakami z gangu, że Chaz nic nie kombinuje i wtedy czuję się jakby tego całego gówna nie było. Chciałbym żeby moje życie zawsze tak wyglądało, ale już następnego dnia wszystko się jebie i znowu jest to samo i znowu przypominam sobie, że moje życie to jedno wielkie gówno. Właśnie dlatego mój nastrój jest tak zmienny i przepraszam cię, że musisz na tym cierpieć- przysunęłam się do niego jeszcze bliżej i chwyciłam go za dłoń by dodać mu otuchy, ponieważ widziałam jak ważne są dla niego słowa, które teraz mówił- Nigdy nie byłem w związku, więc nie wiem jak mam się zachowywać, nie wiem gdzie zabrać cię na randkę, jaki prezent ci kupić i co powiedzieć, żebyś naprawdę wiedziała, że cię kocham. Nigdy się mnie nie bój, proszę. Nawet wtedy kiedy jestem zły, ponieważ nigdy, przenigdy bym cię nie skrzywdził. Przepraszam, że jestem tak beznadziejny.
Chciał wstać i odejść, ale pociągnęłam go za rękę i wtuliłam się w niego.
Po moim policzku spłynęła łza, a potem następna i jeszcze jedna. Nie za bardzo zdawałam sobie sprawę z tego, że płaczę dopóki nie oddaliłam się od Justina i nie zobaczyłam, że jego koszulka jest mokra.
-Nie płacz- szepnął i zaczął delikatnie wycierać moje łzy- Ja… ja się poprawię, obiecuje. Zrobię wszystko co tylko będziesz chciała, zmienię się…
-Nie zmieniaj się- odezwałam się w końcu jednak mój głos drżał- Płacze, bo jeszcze nigdy nie kochałam nikogo tak bardzo jak ciebie i po prostu… nie wiem co powiedzieć- znów się do niego przytuliłam- Nikt nigdy nie był dla mnie tak ważny jak ty i wcale nie jesteś beznadziejny. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało.
Justin delikatnie mnie od siebie odsunął, po czym zbliżył swoje usta do moich i zaczął mnie delikatnie całować tak jakby się bał, że zaraz zniknę. Był to z całą pewnością jeden z naszych najlepszych pocałunków, bo oboje włożyliśmy w niego całe swoje emocje, wszystko to co teraz czuliśmy i czego nie mogliśmy powiedzieć słowami.


Odkąd poznałam Justina chyba jeszcze nigdy nie miałam takiego dnia jak dzisiaj.
Ten dzień był… zwykły.
Leżeliśmy razem na kanapie i oglądaliśmy telewizje, śmialiśmy się, przytulaliśmy i rozmawialiśmy.
Niby nic, niby takie zwykłe rzeczy, którzy inny robią na co dzień, a dla mnie i jestem pewna, że dla Justina również to był wyjątkowy dzień. Te zwykłe rzeczy dla nas były niezwykłe.
Gdy Justin odwiózł mnie do domu nie mogłam wyjść z jego samochodu, znaczy mogłam, ale po prostu tego nie chciałam. Ten dzień był dla mnie taki spokojny i idealny, że chciałam by to trwało dłużej.
Wgramoliłam się na kolana Justina i pocałowałam go, dziękując mu za dzisiaj. Za to wszystko co powiedział i wszystko co dla mnie zrobił.
Gdy w końcu niechętnie wysiadłam z jego samochodu biorąc ze sobą Biebsa nie odjechał od razu.
Po prostu stał i przez szybę patrzył na mnie, a ja na niego.
Cały czas się uśmiechałam, gdy nagle tą chwilę przerwał mój telefon.
Jak się okazało była to moja mama, jak zwykle pytająca czemu jeszcze nie ma mnie w domu.
Wtedy naprawdę musiałam iść.
Gdy otwierałam drzwi do domu mój telefon ponownie dał o sobie znać.
Tym razem był to sms.
„Już za tobą tęsknie- Justin”
Odwróciłam się i widząc, że samochód Justina nadal stoi tam gdzie stał przytuliłam mojego misia, a na mojej twarzy po raz kolejny tego dnia pojawił się szeroki uśmiech.

*Justin

-Powiedz Chrisowi, żeby to załatwił- zwróciłem się do Ryana chcąc jak najszybciej zakończyć tą rozmowę i wreszcie wrócić do domu
Siedziałem z chłopakami przy porcie, jak zwykle mieliśmy do obgadania parę ważnych spraw.
Było cholernie zimno i zaczynało się ściemniać, a ja byłem zmęczony, więc wcale mi się nie uśmiechało siedzieć tu z nimi.
Gdy właśnie chciałem wstać z oparcia ławki i odejść usłyszałem Ryana.
-Ale Chrisa nie ma- jego głos był cichy i niepewny
Założyłem kaptur na głowę.
-Jak to go kurwa nie ma? Ryan przestań pieprzyć, jestem już zmęczony tym całym gównem, chce po prostu wrócić do domu. Znajdź Chrisa i powiedz mu, żeby to załatwił, czy to dla ciebie zbyt trudne?
Wstałem z ławki i stanąłem tak, żeby mieć widok na nich wszystkich.
-Ale to prawda Justin- odezwał się Mike- Chris jakby zapadł się pod ziemię. Ostatni raz widzieliśmy go wczoraj od tamtej pory nie dał żadnego znaku życia.
Zawiał zimny wiatr, był tak mocny, że kaptur spadł mi się z głowy, ale niewiele mnie to obchodziło.
To nie wyglądało dobrze.
Może gdyby Chris był zwykłym chłopakiem, mieszkającym w zwykłym mieście robiącym zwykłe rzeczy to aż tak bym się tym nie przejął, ale było inaczej i nie mogłem tak po prostu tego zignorować.
-Dzwoniliście?- wszyscy natychmiast potakująco kiwnęli głowami
-Od rana próbujemy się z nim skontaktować- powiedział Lucas- Ale kompletnie nic. Nikt go dzisiaj nie widział ani z nim nie rozmawiał.
Skupili na mnie całą swoją uwagę. Wiedzieli, że jestem coraz bardziej wkurzony i wiedzieli też, że może się to dla nich źle skończyć.
Wyjąłem swój telefon z kieszeni spodni i wybrałem numer Chrisa.
Wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco.
Nie odebrał.
-Cholera!- wrzasnąłem nagle- Tyle razy wam powtarzałem, że macie uważać! Że macie trzymać się razem…
-Dobra, dobra wyluzuj- usłyszałem znudzony głos Jamesa- Może zabalował i teraz jest gdzieś, pewnie nawet sam nie wie dokładnie gdzie…
-Zamknij się- przerwałem mu nie chcąc dłużej słuchać jego irytującego głosu
Przecież wczoraj byliśmy na imprezie i rzeczywiście trochę przesadził.
Może siedzi teraz w domu, a jego największym zmartwieniem jest to jak pozbyć się cholernego bólu głowy.
Przecież nie ma go tylko jeden dzień.
Tylko, że on zawsze przychodził na te jebane spotkania. Doskonale wie, że są ważne i nigdy żadnego nie opuścił.
Przez chwilę sam już nie wiedziałem co mam o tym myśleć.
Nagle w mojej głowie pojawiło się wspomnienie dnia, gdy zabiłem Jay’a, a potem Chaz dorwał mnie w ciemnym zaułku.
Jego słowa w tym momencie uderzyły mnie i odbiły się echem w mojej głowię.
„Wiesz masz przyjaciół i z tego co wiem... dziewczynę. Z resztą całkiem niezłą, więc lepiej pilnuj ich wszystkich, bo któregoś dnia może się okazać, że któregoś brakuje... że ktoś z nich gdzieś wyszedł i nagle zniknął...”
Moje serce natychmiast przyspieszyło i ogarnęła mnie panika, ale jak zwykle nic nie dałem po sobie poznać.
Teraz już wiedziałem co robić, nie miałem żadnych wątpliwości. 
-Macie zacząć go szukać. Teraz!
Na te słowa wszyscy rozeszli się w różne strony, a ja stałem i jak idiota wpatrywałem się niebo chociaż też powinienem iść go szukać.
Ale tak cholernie chciałem mieć nadzieję, że nic mu nie jest, że siedzi teraz w domu i jak zwykle ogląda jakieś debilne programy w telewizji.
Postanowiłem sprawdzić czy jest w domu.
Zacząłem powoli iść wzdłuż portu i nagle poczułem, że muszę usłyszeć głos Bueny i upewnić się, że z nią wszystko w porządku.
Szybko wybrałem jej numer, przyłożyłem telefon do ucha i czekałem.
Gdy usłyszałem ostatni sygnał, po czym włączyła się sekretarka miałem ochotę wpierdolić ten jebany telefon prosto do wody. Tak jakby to on był winny temu, że nikt nie odbiera.
-Kurwa!- zakląłem, po czym założyłem kaptur na głowę i zacząłem biec
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam
Myślę, że po tak długiej przerwie spodziewaliście się czegoś lepszego, ale naprawdę to wszystko co byłam w stanie napisać. Przepraszam.